Historia kobiety z Nain

Historia kobiety z Nain jest odpowiedzią na nasze codzienne starania i zmagania się z rzeczywistością. Jezus pragnie pokazać nam, że nie ma dla Niego, żadnej rzeczy, której nie mógł by On rozwiązać.

Kobieta z Nain była wdową posiadającą wyłącznie jedynego syna, był dla niej "perłą w oku" jedynym pocieszeniem i radością. Można by powiedzieć natchnieniem do życia. Nie wiemy z tej historii kim był mąż tej niewiasty, czy był kochającym mężem czy kimkolwiek innym. Natomiast wiemy na pewno, że syn tej kobiety zmarł. Kiedy straciła tego chłopca całe jej życie runęło w gruzach, wszystko to co ceniła było dla niej zniszczone, a ona sama ograbiona. Każda cząstka jej ciała i duszy cierpiała popadając w coraz większą agonię i ból. Ludzie, którzy tracą kogoś bliskiego doskonale rozumia ten ból. Dla niektórych takie cierpienie może przerodzić się w oskarżenia, narzekanie, załamanie czy nawet depresję. Dla tej kobiety był to silny cios, nie miała już sił by żyć. Ból po utracie syna obciążył ją tak mocno, że nie mogła już znieść tego dłużej. Chciała by choć na chwilkę wróciła jedna z chwil spędzonych z synem, by choć ten jeden jedyny raz ponownie nacieszyć się swoim skarbem. Niestety czas nie mógł już się cofnąć, było już za późno.... czyżby?

"A zaraz potem udał się do miasta, zwanego Nain, i szli z nim uczniowie jego i mnóstwo ludu. A gdy się przybliżał do bramy miasta, oto wynoszono zmarłego, jedynego syna matki, która była wdową, a wiele ludzi z tego miasta było z nią. A gdy ją Pan zobaczył, użalił się nad nią i rzekł do niej: Nie płacz. I podszedłszy, dotknął się noszy, a ci, którzy je nieśli, stanęli. I rzekł: Młodzieńcze, tobie mówię: Wstań. I podniósł się zmarły, i zaczął mówić. I oddał go jego matce. Wtedy lęk ogarnął wszystkich, i wielbili Boga, mówiąc: Prorok wielki powstał wśród nas i Bóg nawiedził lud swój. I rozeszła się o nim ta wieść po całej Judei i po całej okolicznej krainie." Ewangelia wg. Św. Łukasza 7,11-17

Drogą, którą niesiono chłopca by go pochować przechodził właśnie Jezus. Możliwe, że kobieta nie zdawała sobie sprawy kim On jest ale Jezus wiedział kim jest ona i co przeżywa. Jezus widział jej ból, widział jej złamane serce i dlatego też nie chciał przejść obojętnie, zostawiając ja bez nadziei i siły do życia. Spojrzał na nią i powiedział "NIE PŁACZ", jednym słowem powiedział "wystarczy już tej rozpaczy", "spójrz na mnie bo Ja mogę dać Ci rozwiązanie i wyjście z tej sytuacji". I rzekł do młodzieńca "WSTAŃ" "I podniósł się zmarły i zaczął mówić".

W całej tej sytuacji możemy poznać i zobaczyć kim jest Jezus. Widzimy, że jest dawcą życia mającym władzę nad śmiercią. Jezus nie uczynił tego by pokazać swoją władzę i moc ale dlatego, że użalił się nad sytuacją owej kobiety. Głęboka miłość i współczucie Jezusa w tej sytuacji pokazały jak bardzo jesteśmy cenni w jego oczach. 

Również dziś Jezus stoi przed nami i mówi "NIE PŁACZ". Może w Twoim życiu jest wiele rzeczy, które sprawiają Ci boleść i złamanie serca. Może płaczesz bo kogoś straciłeś, albo popadłeś w jakieś tarapaty. Szczególnie w tych trudnych chwilach nasze serce potrafi być szczere i otwarte na Boga, spragnione nadziei i pokoju. Również do Ciebie mówi "NIE PŁACZ, spójrz na mnie, a doświadczysz ukojenie, Moje Słowo pocieszy cie i wzmocni". Ta historia dodaje mi sił i uczy mnie, że Bóg jest ponad wszystkim, pragnie pocieszać, jest Bogiem, który ma moc nad każda sprawą i problemem.

Jezus podchodzi do "noszy" naszego życia duchowego, na którym wielu ludzi niesionych jest na swój własny pogrzeb. Podchodzi po to by nas ożywić i mówi "WSTAŃ, OBUDŹ SIĘ DO ŻYCIA. KOCHAM CIĘ I CHOĆBY INNI CIE PORZUCILI JA CIE NIE PORZUCĘ. WIDZĘ TWOJE ŁZY I CHCE CIE POCIESZYĆ I NATCHNĄĆ NADZIEJĄ"

Składam przed Tobą wyzwanie, byś zawołał do Boga może pierwszy raz, a może po raz kolejny, by On przemienił Twoje życie i natchnął Cię nadzieja. Słowo Boże mówi, że kto ma Syna Bożego (Jezusa Chrystusa) - czyli kto wierzy w Jezusa i przyjął Jego poselstwo do swojego życia ten ma i żywot wieczny. Wobec tego zaproś Jezusa do swojego życia, proś z wiara by dał Ci swego Ducha Świętego, a On to uczyni. 

"Kto ma Syna, ma żywot; kto nie ma Syna Bożego, nie ma żywota" List do św. Jana 5,12

Możesz to uczynić w prosty sposób słowami...

"Ojcze przychodzę do Ciebie w Imieniu Jezusa i proszę byś zmienił moje życie, byś obdarzył mnie nadzieja i dał siłę by iść dalej.

Potrzebuję Ciebie bo wiem, że bez Ciebie zginę. Dziękuje Ci za Jezusa, który stał się moim Zbawicielem i proszę Cię byś zachował mnie od wszelkiego zła."

Możesz pomodlić się swoimi własnymi słowami i w prosty sposób zawołać by Bóg dał Ci nowe życie.

 

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.